Są sny których nie zapomina się przez dobre kilka lat, niekoniecznie osobiste, mogą być totalnie abstrakcyjne.
Macie tak że podczas snu jesteście w jakimś pomieszczeniu i puf... zmienia się w zupełnie coś innego?
Sen który opisze był z osobą kiedyś mi bliską, lecz tak jak wszyscy przychodzą i odchodzą.
Byłam wtedy w szkole średniej. Z klasą mieliśmy zwiedzić jakąś inną szkołę. Wchodzimy z koleżanką do budynku przed nami 30 osób, a na czele nasza wychowawczyni opowiadająca o historii tej szkoły, my wchodzimy jako ostatnie i nagle szkoła zamienia się w starą opuszczoną fabrykę z obdrapanymi ścianami. Zwiedzamy przez jakiś czas budynek, po chwili wszystkie osoby które szły przed nami magicznie zniknęły. Próbujemy ich szukać, nasłuchiwać głosów, ale na marne. Idziemy cały czas do przodu, przed sobą mamy duże dwustronne drzwi z których odpada stara farba. Wszystko jest w odcieniach szarości. Przesuwamy drzwi i wchodzimy do dużej hali czując pod nogami piach i gruzy, a sufit niebezpiecznie zwisa nad naszymi głowami. Nagle przed nami pojawia się wielka dziura w podłodze. Znajoma jej nie zauważyła i spadła dobre kilka metrów w dół. Od razu podbiegłam do krawędzi i padłam na kolana. Chciałam jej jakoś pomóc, lecz na jej widok, leżącej w bezruchu, moje ciało było sparaliżowane jak posąg i jedyne co mogłam zrobić to ruszać głową. Ze łzami w oczach patrzę na nią i powiększającą się kałuże krwi wokół jej głowy. Słyszę jak majaczy, wyciąga małą butelkę wody, odkręca i wylewa wodę w kałuże krwi, a ja czuję się bezradna. Podnoszę głowę i widzę chłopaka w blond włosach który stoi nad przepaścią i patrzy w dół z uśmiechem na twarzy. Zauważył że patrzę się na niego i podniósł wzrok. Wtedy się obudziłam.
Kiedy opowiadałam sen mojej koleżance, byłyśmy wtedy w szkole, była przerwa między lekcjami. Podszedł do mnie ten sam chłopak którego widziałam we śnie i chciał zaprosić na randkę. Czy to nie dziwne? Nie, nie to że ktoś chciał mnie zaprosić na randkę. Czy mogę powiedzieć że choć w minimalnym stopniu ten sen był proroczy?
A zaraz przeczytacie moją wersję paplaniny naukowców która mam nadzieje przybliży wam fenomen z zapamiętywaniem snów ;)
Osoby, które rano mogą ze szczegółami opowiedzieć o swoich snach budzą się w ciągu nocy średnio dwa razy częściej, niż pozostałe. Fachowo nazywa się to wyższą aktywnością w skrzyżowaniu skroniowo-ciemieniowym. Przekłada się to na większą czujność, ale też na możliwość zapamiętywania snów. Mówiąc inaczej, aby nasz mózg mógł zapamiętywać marzenia senne, musi dojść do przebudzenia i niejakiego "zapisania" snu w pamięci. Osoby mające tzw. "lekki sen" albo śpiące "jak zając" znacznie szybciej wybudzają się w nocy, przez co mózg jest w stanie dokonać zapisu treści snów. Policzono, że takie osoby w ciągu nocy wybudzają się średnio aż na 30 minut, podczas gdy śpiący "twardym snem" tylko na 14 minut.
Jeśli zatem w nocy budzi Cię nawet niewielki szelest, to masz znacznie większe szanse, aby pamiętać swoje sny. Zapłacisz za to jednak częstszymi przerwami w śnie, więc mózg może nie wypoczywać prawidłowo. Jeśli nie budzi Cię nawet młot pneumatyczny za oknem, to twoje szanse na przypomnienie sobie rano snów są niskie. Można przypuszczać że należysz do grona osób, które potrzebują kilku budzików, aby rano wstać do pracy.
Co jest lepsze?


Komentarze
Prześlij komentarz